Wpisz login i hasło, następnie kliknij zaloguj się.

Kliknij zarejestruj się by założyć konto na doop.pl




Interviews
Forum
Ateliers
Articles
Our artists
Events
Publication

Historia Rumi przed deszczem.. Widok na klasztor w Chełmnie Wisła  Mutant i Anioł
i dlatego ten jest olejny ; tylko $ 2 M. :D
sa galerie w Ameryce, ktore nie akceptuja prac w akrylu.
Jezeli obraz mógłby powstać w 4 minuty - to byłby...

Art gallery, paintings, sculpulture, free archive for every one.

Outstanding
Painting and Graphick
Stained glass
Sculpture
Other
PC Graphick
 
Inform about news:
 
 
Art Gallery - paintings, sculpulture.

Art Gallery promote
young artist. Give
no limited access to
put your paintings,
sculpulture in
our website.
We give you
free website aswell.
www.
YourName.doop.com
 
OBRAZ MALARSKI JEST JAK żYCIE W JEDNYM KADRZE
 

OBRAZ MALARSKI JEST JAK żYCIE W JEDNYM KADRZE



Interview with:

Jan Wieczorek

(Data: 2013-10-10 19:22:24)

Wywiad z Janem Wieczorkiem



  



Doop Gallery/ - Uważa Pan, że sztuka powinna oddziaływać na odbiorcę, prowokować go do głębszego zastanowienia się nad dziełem. Dlaczego uważa Pan to za takie istotne w dzisiejszym świecie? Czy to nie utrudnia odbioru szaremu obywatelowi?



Jan Wieczorek/ - To ciekawe pytanie i zawiera w sobie nutkę tego sposobu myślenia, że sztuka w tym wypadku malarstwo ma powielać stereotypy wybrzmiewające już w innych dziedzinach sztuki do tego stopnia, że np. w kinie pozycji z prawdziwego zdarzenia powstaje w ciągu roku kilkanaście reszta, czyli tysiące jest łatwa do odbioru dla masowego widza, ale treści te nie są już sztuką tylko tanią rozrywką! Sztuka powinna być na poziomie. Grupą odniesienia przecież jest nie byle jaki odbiorca. Z reguły malarstwo, odbierane jest przez odbiorcę doświadczonego, co najmniej gotowego na estetyczną analizę kodu nadania. - Jeśli chodzi o sztukę współczesną w dużej mierze posiłkującą się konceptem autorskim lub nacechowaną wzmożonym indywidualizmem, to oczywiście trzeba mieć klucz do odbioru takich dzieł. Ale spójrzmy na ubiegłe wieki czy artyści tworzyli tylko i wyłącznie rzeczy łatwe w odbiorze? Czy zaniżali poprzeczki, aby każdy mógł przeskoczyć dany pułap? Do dziś całe sztaby historyków sztuki próbują odpowiednio zinterpretować, co miał dany autor na myśli malując konkretny detal czy cały obraz. - Jeśli chodzi o mnie uważam, że odbiorca może współtworzyć dzieło, poprzez uczestniczenie w odbiorze; sztuka powinna kreować w człowieku szerszy sposób analizy rzeczywistości, obrazy jak wiadomo są językiem uniwersalnym, podobnie jak muzyka oddają, to, z czym aktualnie społeczeństwo się boryka. Artysta malując powinien pamiętać, że daje tą czynnością nie tylko wyraz swojej osobowości, ale i wyraz kulturowy danej epoki. Nie koniecznie musi być to odczytane od razu lub przez wszystkich. Jeśli chodzi o mnie czuję parcie wewnętrzne do tworzenia danego tematu i wiem, że jeśli ja tego nie podejmę, to może być tak, że nie zrobi tego nikt, a jeśli nawet, to będzie to czymś bliskim, ale nie tym samym. Wiem, że nie tworze prostych rzeczy ktoś może pomyśleć, co ten człowiek ma w głowie, w podobny sposób analizują twórczość psycholodzy, ale czy ktoś myśli o artykule dziennikarskim, że dziennikarz piszący dany artykuł, jest psychologicznie pogrążony w treściach o których pisze? Artysta (w rozumieniu twórca) powinien mieć coś do powiedzenia, w innym przypadku może pozostać tylko „rzemieślnikiem”.



DG./ - Jest Pan szeroko uzdolnionym artystą. Maluje Pan, rzeźbi, tworzy filmy offowe, pisze teksty. W jakim momencie przychodzi natchnienie i na co?



Jan Wieczorek/ - Nie wiem czy jestem uzdolniony? To już nie ja oceniam. Nie tracę czasu na to, aby myśleć o sobie, jaki ze mnie tam artysta, nie ma powodów do dumy, a chyba raczej jest kłopot myślę o normalnym życiu... Jeśli chodzi o czerpanie wzorców czy natchnienia, jakoś nie mam z tym problemu, przychodzi samo i samo ciśnie się do głowy. Pewnie jest to pochodna całych moich doświadczeń, niegdyś dużo czytałem, mocno myślałem, uważałem, że skoro człowiek ma jakiś zakres czasu do swej dyspozycji, to w przerwach lub dogodnym czasie powinien czerpać z ogromnego dorobku ludzkości. Wstyd umierać i nie wiedzieć tego wszystkiego, co poznać można. Polecam refleksję, to dobry sposób na malowanie z wyobraźni, czasem jednak bywa tak, że człowiek dostaje gotowy tytuł na obraz lub w czasie snu intensywnie myśli nad zagadnieniami, z których wyłania się oryginalność. Kiedyś, gdy budziłem się w nocy, zapalałem światło i czytałem, uważałem, że zamiast nudzić się i męczyć, lepiej niwelować dystans. - Co do różnych sposobów wyrazu obecnie najbardziej cenie sobie malarstwo, a to, dlatego, że w dużej mierze, to ja sam jestem odpowiedzialny za realizacje danego wyzwania. W filmie offowym, mamy do czynienia ze współpracą lepsza lub gorszą, jedna osoba nie może przecież grać roli, reżyserować, montować itd. Trzeba czuć, to, co chce się zrobić, bez względu na formę musi być zamysł, po co, to ma powstać i dla kogo? Kino Offowe zarzuciłem, to znaczy czasem mam chęć realizowania danego tematu, ale to bardziej przenika w rejony wideoartów, impresji czy artystycznej alternatywy. Polski Off, posiłkuje się banalnymi treściami oraz naciskiem na popularność za wszelką cenę, efekt jest taki, że robi się filmy tak prymitywne, że normalny człowiek nie ma ochoty ich oglądać. Dlatego uciekłem do punktu wyjścia, czyli malarstwa. Jeśli chodzi o teksty, mamy erę Internetu i społeczeństwa obywatelskiego, każdy więc może coś napisać i poczuć się jak dziennikarz czy „prozaik”, nie kładę głównego nacisku na pisanie nie mam umiejętności, bardziej interesuje mnie docieranie do odbiorcy na różne sposoby. To może być nawet zwykła rozmowa.



DG./ - Ma Pan spore możliwości twórcze w rożnych dziedzinach, które i dlaczego Pan wybiera w danej sytuacji do przekazu?



Jan Wieczorek/ - Obraz malarski jest jak życie w jednym kadrze, gdy potrzebuje dosłownie o czymś powiedzieć, to jest to najlepsza forma przekazu, zamrozić wiele warstw w jednym przedstawieniu i pozwolić na twórczą interpretację podmiotowi odbierającemu ten przekaz. Film, tak jak ja o nim myślę, jest ciągiem obrazów, które są ze sobą wymieszane w montażu najbardziej odpowiednim do danej formy. Film powinien być zagadką, widz nie może odgadnąć, co będzie dalej, nie może wyczuć, co będzie nawet za parę ujęć i to jest odkrywanie. Niejednokrotnie obserwowałem jak praca ludzi pracujących nad filmem wpływa na widza, zamysły i techniczne rozwiązania przekładają się na emocje, strach, radość, śmiech czy ciszę, w której słychać lot muchy. Film może być monumentalny, samo uczestniczenie w planie filmowym, wtedy jest wielką przygodą. Nie zapomnę nigdy realizacji „Człowiek Przyległy do Muru” , to suma doświadczeń niemal 30 osób, każdy coś do tego włożył i wyniósł. Nigdy nie zapomnę płonących nocą muszli klozetowych, które służyły za lampiony i momentu prezentacji filmu u naszych zachodnich sąsiadów. - Jeśli chodzi o teksty: niektóre moje tytuły są bardzo popularne i mają dużo wyświetleń w Internecie, znaczy się warto pisać, a choćby z tego powodu, żeby czytelnik mógł się zetknąć z oryginalnym sposobem myślenia, oryginalnym dziś znaczy nie masowym. Teksty są też zamrożonymi pomysłami, z których mogą powstać filmy, rozmowy czy obrazy, myślę, że w przyszłości będę łączył poszczególne dziedziny w przekaz multimedialny np. pokazy obrazów z projekcją filmów.



DG./ - Dodatkowo wybrał Pan ciężką drogę pracy za granicą. Jak udało się to Panu wszystko pogodzić? Czy przez ta decyzje uzupełnił się Panu światopogląd? Coś się zmieniło w spostrzeganiu?



Jan Wieczorek/ - Jeśli chodzi o pracę, jest pewna specyfika tożsamości ludzkiej, która jest niejako szachowana przez istniejące rozwiązania. Po prostu nie ma systemu idealnego dla wszystkich! Będąc uczniem podstawówki moi koledzy marzyli, aby zostać mechanikami samochodowymi, człowiek za bardzo się nie zastanawiał nad tym, kim chce zostać i powielał stereotypy panujące w społeczeństwie. Rodzice też nie służyli pomocą w zakresie doradztwa zawodowego, wszystko wtedy było na wyciągnięcie ręki, ulice miały swoje fabryki, w których pracowali robotnicy i to wszystko wydawało się normalnością. Gdy znalazłem się w zawodówce okazało się, że męczą mnie praktyki: wystawanie przy zdezelowanej tokarce produkcji radzieckiej, nie do zniesienia był zapachu smaru, wszystko, to kojarzy mi się z uciskiem mojego ojca, który przez lata pracował w fabryce i nic mu to nie przyniosło. Szukałem własnego punktu odniesienia, ale to nie było łatwe, wtedy zająłem się uprawianiem sportu (wspinaczki skalnej), przez lata stałem w miejscu, nie uczyłem się i nie powielałem stereotypów, ale tak nie można było dłużej. Podjąłem trud nauki i o dziwo z „nieuka” stałem się wybijającym uczniem, a potem na studiach miałem często najwyższą średnią. Zastanawiałem się jak, to możliwe, że moje nauczycielki z podstawówki widziały we mnie człowieka do łopaty? To był ich stereotyp? Straszne ale gdy wspominam współuczniów z tamtego okresu, to widzę kilka osób utalentowanych. To było widać na pierwszy rzut oka, dwie osoby miały niebanalny głos muzyczny, a jedna malowała ponad przeciętną od ręki. Kadra nauczycielska przepuściła te potencjały przez palce, dziś te osoby są: strażnikami miejskimi, lub sprzedają ubrania na rynku! - Pracowałem w różnych miejscach, przy wylewaniu asfaltu jako (19 latek), na budowach, sadzenie drzewek, zieleń miejska, akwizycja, stolarnia, prace na wysokościach, jako wolontariusz odwiedzałem hospicjum, zajmowałem się wyszukiwaniem miejsc pod banery reklamowe, rok temu pilnowałem obozowiska wspinaczkowego w górach. Przez lata próbowałem podjąć prace w sektorze kultury lub na rzecz kościoła, ale bez rezultatów. Słowem ciągły happening i pozostawanie w wykluczeniu. Trudno jest to przetłumaczyć tym, którzy korzystają z dobrodziejstw dopasowania do systemu? - W Szkocji w Glasgow, zrozumiałem podczas wypełniania testu, że życie robi ze mnie durnia i lenia., bo nie ma w ankietach miejsca na taką działalność, jaką przez lata prowadziłem. Z drugiej strony moje CV mówi samo za siebie, ale i przeszkadza, gdy ktoś je zobaczy, trzeba kombinować, aby nie wystraszyć ludzi okopanych do końca życia na swych stanowiskach. Dla takich stanowię zagrożenie, jestem jak kanarek wśród wróbli. Dlatego mam kilka rodzajów CV, ale czy człowiek może zatajać, to kim jest naprawdę? Gdy spotykam znajomych ludzi, to czuję się nie komfortowo: oni mają „wszystko poukładane”, natomiast ja jestem człowiekiem komplikującym rzeczywistość, widzą we mnie dziwaka mającego jakieś swoje fanaberie, więc nie mam szans tłumaczyć komuś na chodniku czegoś, czego i tak ten ktoś nie będzie chciał zrozumieć. I tak: murarze posyłają mnie na budowy, pracownicy ubezpieczeniowi do podpisywania umów, brakuje jeszcze tego, aby kobiety wysłały mnie na porodówkę. Byłem w kilkunastu krajach Europy, ale co z tego miałoby wynikać, niektórzy, co roku gdzieś hen daleko wyjeżdżają, ale czy stają się przez leżenie na plaży czy nocleg w hotelu mądrzejsi? Emigracja i Zagranica, wszędzie życie jest bardzo podobne, człowiek nie ucieknie przed sobą, choć krajobrazy się zmieniają!



DG./ - Czy umysł, jaki Pan ma - analityczny, nie wprowadza nutki smutku w Pana życiu? Świat niestety nie jest bajką  i dużo przykrych (delikatnie pisząc) rzeczy się w nim dzieje.



Jan Wieczorek/ - Wręcz przeciwnie, cieszę się, że nie żyję w iluzji; o wiele gorzej jest tym, którzy żyją w projekcji bajkowej czy kieracie egzystencjalnym (to odwrotność) lub w jakiejś formie utopii ustrojowo- tożsamościowej. Padół ziemski jest w pewnym sensie karcerem, ale warto żyć, bo są sprawy na tym świecie warte poświęceń. Najważniejsza jest miłość, potem wolność (mimo, że ta ograniczona w ludzkim słowa znaczeniu), przyjaźń, radość, piękno i wiele innych rzeczy. Dla tych spraw człowiek żyje, ich łaknie, one cieszą i dają energię. Mam jeszcze wiarę gdyby nie te wszystkie wymienione aspekty rzeczywiście nie byłoby sensu żyć, bo i po co?



DG./ - Co Pan sadzi o religijności w naszym kraju, i poza nim? Czy Pan jest wierzący (jeśli tak, jaka religia i dlaczego?)



Jan Wieczorek/ - Religijność w naszym kraju, sami wiemy najlepiej jak się prezentuje około 90% społeczeństwa deklaruje religijność, a jaka ona jest to już trzeba byłoby zrobić badania socjologiczne. - Religijność, a wiara, to dwa mimo wszystko odrębne zagadnienia, przykładowo żydowska kasta kapłańska w okresie misji Chrystusa, myślę o faryzeuszach, to byli ludzie ze wszech miar religijni, ale tak religijni, że woleli wydać wyrok śmierci na Mesjasza, niż pozwolić na to, aby ten spowodował utratę ich prestiżu. Polska religijność, jest w dużej mierze budowana na hipokryzji, stąd przypadki, kiedy to ludzie jawnie głoszący ateizm przystępują do ślubu kościelnego udając wiarę w Boga, bo takie jest ciśnienie otoczenia. Fundamentalizm religijny, to kolejna skaza polskiej religijności. Jest to forma „chrześcijaństwa” bliższa tej z wypraw krzyżowych, a gdy dodać do tego całkowity niemal brak wiedzy w zakresie duchowym, myślę o znajomości Biblii, to nie dziwi mnie stan wiary u Polaków. Zagranicą, są sytuacje bardzo podobne, ludzie przybierają formy tradycji panującej na danym terenie i z tymi szyldami wędrują przez życie. W Indiach w społeczeństwie kastowym, nikomu nie przyjdzie do głowy, że jeden religijny człowiek ponad drugiego nie powinien się wynosić, ale przecież Bramini piastują swoje stanowiska, bo dobrze się urodzili, może dlatego Europejczycy są Hindusami zachwyceni? Ateizm jest też jak religia, indoktrynuje matrycą ewolucyjną, choć braki w niej i niedociągnięcia dla chcącego są łatwe do wykrycia. Na zachodzie dochodzi już do sytuacji, w których uważa się, że na tematy polityczne i religijne nie powinno się dyskutować, gdyż, to powoduje poróżnienie. W tym wypadku Polska jest jeszcze uprzywilejowana. Katolicyzm jest oczywiście w pewnej części dewocyjną formą wyrażania wiary w Boga, ale takiej ludzie są nauczeni w Polsce. Sam wychowałem się w rodzinie Katolickiej, przyjąłem, sakramenty tego kościoła, ale w pewnym momencie, a był, to czas, gdy zacząłem studiować Biblię. Myślałem wtedy jak, to jest z tym wszystkim. Moi znajomi sugerowali mi, że jestem grzesznikiem, że powinienem pójść do kościoła, pomodlić się etc. Ja spojrzałem na to głębiej. Pomyślałem jak można wierzyć w coś czego się nie zna! Dziwne, jest to, że Chrześcijanie ludzie wiary nie znają Pisma Świętego. Zacząłem studiować Biblie, to było jak inicjacja, potem analizowałem historie kościoła pozycje religioznawcze etc. Zrozumiałem wówczas, że Katolicyzm, jest zlepkiem i konglomeratem fuzji kulturowej, gdzie owszem jest miejsce na chrześcijaństwo, ale z pogańskimi dodatkami: filozofią grecką (Platon, Arystoteles), czy naleciałościami z Egiptu, Babilonu, czy pogańskiego Rzymu. Dziś jestem Protestantem a ściślej wyznawcą legalnego działającego w Polsce kościoła, ale tylko Biblia, a nie kościół jest podstawą wszystkich nauk i fundamentem moralnych decyzji. Czemu nie wybrałem, np. Islamu, Hinduizmu, Buddyzmu lub innej religii chrześcijańskiej za swoją religię przecież Chrześcijaństwo, to jedna z wielu religii? I znowu mamy do czynienia z zagadnieniami religii i wiary. Religia nie zbawia, ryty nie zbawiają, ceremonie, msze, pielgrzymki, chodzenie do kościoła, meczetu, cerkwi, przyjmowanie księdza, popa, awataru Buddy. Wiara natomiast każe mi się skupić realnie na problemie mojej egzystencji, ale nie tylko mojej, bo i wszystkich ludzi. Większość innych religii, zakłada, że bóstwo trzeba przebłagać, aby zarobić sobie na jego łaskę. Większość praktyk tego stopnia uduchowienia uczy, że to my sami mamy zarobić sobie na lepsze życie w przyszłości np. Trzeba odbyć pielgrzymkę do Mekki, medytować latami, patrzeć w ścianę, siedzieć w lotosie i wyrabiać w sobie twierdzenie, że oto krok po kroku staję się lepszy. Nic błędniejszego, Biblia jako jedyna uczy, że jest to paranoja.



DG./ - Oblicze śmierci i Pana jej spostrzeganie...



Jan Wieczorek/ - Nie boję się śmierci! Uważam ją za konsekwencje wyboru, jakiego dokonała ludzkość. Oczywiście to, że jestem z nią w pewien sposób pogodzony, nie oznacza, że godzę się z tym, że umieramy, że umierają nasi bliscy itd. Tak być nie powinno, to jest aberracja! Nie zostaliśmy zaprojektowani przez Boga do umierania, umieranie nam się zdarzyło w wyniku wolnego wyboru, jakiego dokonaliśmy. Przyjdzie czas, gdy śmierci już nie będzie, stanie się to wówczas, gdy przyjdzie powtórnie Jezus, wtedy pokolenie, które tego dożyje, a będzie wierzyć w Boga, nie umrze. Zmarli natomiast powstaną z grobów, tak jak stało się to z Chrystusem, bo to był przykład dla ludzkości, że Bóg ma klucze do rozwiązania problemu śmierci, z prostej przyczyny dysponuje darem życia! Dar ten ponownie otrzymają ci, którzy przez wiarę zapragnęli z niego skorzystać poprzez nic innego jak przyjście do Boga. Śmierć więc mnie nie przeraża, bo nie ma żadnego piekła w znaczeniu diabełki z ogonami i kotły smoły czy czyśćce, w których odbywa się pokuta. W Biblii nie ma o tym mowy! Gdy człowiek traci dech żywotny, jego zmysły umierają wraz z nim, a potem ciało się rozkłada i zostaje złożone w grobie, czyli Szeolu, z grecka nazwano, to Hades. W takim oto Hadesie, czyli piekle: dwa metry pod ziemią zalegają nasze zwłoki i będą zalęgać do momentu przyjścia Zbawiciela, wtedy część ludzi obudzi się do nowego życia, a inni obudzą się tylko na chwilę, aby usłyszeć werdykt Boga oceniający ich „wolne” pełne grzechu życie. Ci pomrą druga śmiercią, totalną. Taką śmiercią zostanie wymazany również i Szatan. Będzie to śmierć o wiecznych konsekwencjach. Ogień nazywa się wiecznym nie dlatego, że będzie się wiecznie palił, ale taki, który jak strawi, to uczyni to raz na zawsze, nie będzie nawet cząstki egzystencji w jakimś tam z hinduizmu zaczerpniętym „piekielnym kotle”. - Co do mojego doświadczenia ze zjawiskami mortycznymi, najbardziej przykro było mi, gdy musiałem zwłoki swojej matki znieść wraz z pracownikami zakładu pogrzebowego, zawinięte w koc do karawanu. Miałem wówczas doświadczenie, że znoszę zwłoki bardzo bliskiej mi osoby, a wyglądało to tak jakby był to worek ziemniaków!



DG./ - Forma wyrazu pana prac jest bardzo oryginalna, ma, swój charakter. Pana prace wydają się mroczne i nie spokojne, czy to zamierzony efekt, właśnie to coś, co przykuwa i wiąże wzrok z Pana pracą?



Jan Wieczorek/ - Szara godzina, to nie jest zamierzony efekt, choć jeśli temat narzuca odpowiednią tonację kolorystyczną, to zrozumiałe, że nie można przedstawić terrorystów w tonacjach fiołkowych. Pewne ikony, mają rzeczywiście w sobie moc przyciągania wzroku. Spójrzmy na kiczowate malowidła bojowników islamskich bardzo popularne na Bliskim Wschodzie. Niemal na każdym przedstawieniu ktoś jest zakapturzony i trzyma w ręku kałasznikowa. Ten obraz poraża, dużo mówi o tej kulturze. Jest jak mundur niemiecki nośnikiem całej gamy znaczeń, to wywołuje burzę skojarzeń ...- Fundamentalistyczne sprawy; a mam kilka takich przedstawień, trzeba uzewnętrzniać za pomocą formy ortodoksyjności bliskoznacznej. To nie ja, ale bohaterzy tych obrazów mają taką aurę oni są zakapturzeni, sfanatyzowani, gotowi na wszystko co najgorsze! Inny obraz: „Tarcza Antyrakietowa”, nie można w gładki sposób pokazać implozji nuklearnej. Co więcej, to nie jest normalne, że w naszym kraju nie ma pieniędzy na leczenie nowotworów, a szuka się rozwiązań obronnych przed domniemanym atakiem z zewnątrz! Uważam, że w obrazach musi być to coś; tajemnica, aura danego zjawiska, uchwycenie danej chwili, a nawet strachu czy ostateczności! W końcu, to nasze życie lub kawał historii, które przetoczyło się przed naszymi oczami. Malując World Trade Centre the Real Computer Game w 2001 roku. Najpierw naprowadzałem na sklejkę, wodnistą niemal czerwonobrunatną farbę, jakby to była krew ofiar spływająca po podobraziu. Obraz owszem ma krzyczeć o tym, co się wówczas stało! Nie jest, to jakieś celebrowanie ludzkiej tragedii, a odwrotnie zachowanie jej w pamięci, bo sprawy szybko mijają, a my przyzwyczajeni jesteśmy do bestialstwa, które jest obrazem naszej epoki. Albo jak namalować konflikt cywilizacji lub uchwycić moment zbliżającego się kataklizmu! Myślę teraz o przedstawieniu „Nikobary”. Gdy przeglądałem zdjęcia z tragedii tsunami, najbardziej wstrząsające sceny, to był, widok plaż z licznymi zwłokami ludzkimi. Nie są to obrazy, które można powiesić nad łóżkiem, ale są to prace które opowiadają naszą historię, które niekiedy poprzez strach zmuszają do refleksji.



DG./ - Czy życie poprzez takie spostrzegania świata nie wydaje się ponure, smutne?



Jan Wieczorek/ - Było by takie, gdybym miał oparcie w tym świecie, ale dla mnie te ponure akordy, to są wydźwięki ludzkiej cywilizacji i kultury, natomiast ciągle mamy do dyspozycji miłość, dobro, piękno natury, wszechświata, to wszystko rekompensuje ten cały prymitywizm rodzaju ludzkiego, te bestialskie bicie pałą wroga! Nie mam wątpliwości świat będzie coraz gorszy i biedni są ci, którzy w nim pokładają nadzieję, a wciąż na ustach polityków słyszy się te same utopijne maksymy: „Będzie pokój i bezpieczeństwo”, jednak wystarczy obejrzeć losowo wybrany serwis informacyjny, żeby się przekonać, z czym mamy do czynienia. Od wieków żyjemy w cywilizacji przemocy i kulturze grozy. Od dziecka uczy się nas na wzorach „rzymskich”.Czyli bohater pozytywny to ten, który zwycięża powalając po drodze przeciwników, tylko silni się przebiją machając mieczem na lewo i prawo. Słabsza reszta musi stosować uniki żeby zbyt szybko nie zejść z tego padołu. Jest jednak Bohater, który miłością zaszachował te prymitywne formy i w tej beznadziejnej masie gwałtu potrafi nauczyć człowieka żyć wedle innych wzorców. To dzięki lekturze Biblii uniknąłem służby wojskowej, potrafiłem podać silniejsze niż Polska Konstytucja argumenty i jestem z tego dumny, bo nie musiałem uczyć się zabijać!



DG./ - Co by Pan chciał zmienić w dzisiejszym świecie, co jest wyjątkowo intrygujące dla Pana, no i z drugiej strony, co się podoba, dlaczego warto żyć?



Jan Wieczorek/ - Zmienić głównie nastawienie człowieka do człowieka, żebyśmy nie warczeli na siebie, nie idealizowali przemocy, zboczeń etc., bo to jest jak zabawa z jadowita kobrą. Wyjątkowo mnie irytuje plotkarstwo, patrzenie z góry na drugiego człowieka, pycha i brak tolerancji dla inaczej myślących. Nie jesteśmy wszyscy tacy sami, nie musimy stawać się ortodoksami, żeby zachować swoją tożsamość, wystarczy, że zaczniemy szanować innych ludzi.



DG./ - W jednym z ostatnich postów napisał Pan o nowym sposobie malowania? Chciałby Pan coś więcej o nim napisać, skąd się wziął, jak będzie się go wyrażać?



Jan Wieczorek/ - Skąd się wziął, myślę, że to nie jest taka nowość, a raczej zwrócenie uwagi, właśnie na to, o czym była mowa w pierwszym pytaniu, dokładniejsze przypatrywanie się otoczeniu i korzystanie z tego, co inni już zauważyli, wymyślili itd. U mnie wzięło się to, z obserwacji wielowątkowej, nie bez znaczenia były wcześniejsze moje zainteresowania takie jak obserwacja gwiazd, zbiór minerałów, wspinaczka, obserwacja przyrody. Szkicując rysunki do przewodników wspinaczkowych, godzinami wpatrywałem się w połacie fragmentów ścian skalnych, przerysowywałem wówczas abstrakcyjne ciągi rys, okapów, załup etc. bez świadomości wykorzystania tego w obrazach (wówczas nie malowałem obrazów), kolejna sprawa wpatrywanie się w konstelacje gwiezdne, zauważmy, że są to punkty na niebie, które ludzie ułożyli na podstawie mapy, którą zsyntetyzował im mózg. Każdy z nas już śmiało ciągnie linie Wielkiego Wozu, ten łatwo rzuca się w oczy. Rysunek połaci skalnej, (a skały są różne), powoduje, że to, co wydaje się nam bezwładne zaczyna powoli, gdy się przyzwyczaimy układać w formy geometryczne, figuralne, a nawet optyczne układać jak Wielki Wóz, choć jest to trudniejsze. Giewont symbol polskich Tatr, mówi się, że jest śpiącym rycerzem, tylko, dlatego, że nasz mózg tak syntetyzuje te górę. Dalej dzieci lubią szukać przedstawień w przesuwających się chmurach, dla mnie niemal każda plama układa się w jakiś rysunek. Generalnie w przyrodzie często występuje proces wizualnego kamuflażu, trzeba czasem dużego wysiłku, aby ujrzeć zaszytego w trawie tygrysa, czy siedzącego na zielonej łodydze patyczaka. Mimikra i Mimetyzm występuje w świecie zwierząt i roślin. Mimikra polega na upodobnieniu się do innych organizmów, to stwarza dobre warunki kamuflażu i wprawia zmysły w zakłopotanie, umożliwia niemal zlanie się z otoczeniem i korzystanie z tego dla własnych potrzeb. Jak to się przekłada w odbiorze. Motyl z barwnym rysunkiem na skrzydłach imituje oko dużego drapieżnika, mózg odbiorcy bardziej wyłapie ten walor niż rysunek zlewającego się tła skrzydła. Dopiero, gdy odbiorca dokona wysiłku zmysłowego okaże się, że obraz ma podwójne, a nawet potrójne znaczenie. Takie nakładanie rozmaitych obrazów i wzajemne ich przenikanie wydaje się bardzo atrakcyjne, w połączeniu z możliwościami odbioru impulsów wzrokowych przez mózg, można świadomie tworzyć oryginalne obrazy, które mogą być odczytywane na różne sposoby, bo mózg każdego z nas ma różne właściwości odbioru wizji i syntetyzowania w całość tego, co oko widzi. Zatem malarstwo śmiało może zastosować ujawnienie tych rysunków, wtopienie ich w tło lub wzajemne przenikanie niczym spoglądanie na rzeczywistość przez przezroczyste ciało meduzy. Malarstwo Przezroczyste - wszystkim tym „niewyczerpanym” cechom można nadać oprawy intelektualnej oraz kolorystycznej, myślę o dopełnianiu barw lub ich świadomym kontrastowaniu. Dostrzeganie obrazów na pierwszy rzut oka niewidocznych, to nie jest jakaś szczególna cecha malarzy, ale cecha mózgu każdego człowieka, należy tylko patrzyć na świat uważniej a zwykłe rzeczy ujawnią nowe walory Malarstwo Ruchome - http://www.youtube.com/watch?v=lAVKYV5CQgs .



DG./ - Co Pan sadzi o współczesnej twórczości czy nie obiera za dużo kierunków, które nazywa się sztuka, a sztuka nie są? W jakim podąża ona kierunku?



Jan Wieczorek/ - Tyle sposobów tworzenia ile indywidualności ludzkich, można się pogubić, ale kto powiedział, że wszystko ma być takie jak powiedziała w danej epoce „ Delficka AKADEMIA”. Z drugiej strony przez zwykły brak pomysłów, brak potencjału twórczego sztuka dotyka dna, bo ktoś bardzo chce, ale nic z tego ni wychodzi, więc trzeba się posiłkować ideologią i głowić nad tym żeby zyskać rozgłos i swoje pięć minut. Jeśli umysł twórcy jest wdrożony w pracę, to siłą rzeczy będzie się rozwijać, a sprawy dążenia do rozgłosu nie będą dla niego aż tak istotne. Nie na próżności się skupiajmy, ale na czymś, co ma wartość uniwersalną lub walorową czy społeczno-kulturową. Zastanówmy się, co wynika z tego, że ktoś w transie ławkowcem machnie parę kleksów i wystawią to w renomowanej galerii? Realiści mają sporo racji, gdy piszą o tego typu zjawiskach sztuka współczesna, nie może być tylko i wyłącznie próżną fanaberią. Przykładowo mam w posiadaniu poszewkę na kołdrę, bardzo gustowną, ułożona jest w barwne abstrakcyjne i geometryczne formy, ale czy to jest wystarczający powód do tego, żeby tę poszewkę nazywać sztuką?



DG./ - Czy skandale w sztuce są tylko już skandalami a nie sztuką? Czy szokowanie jest najłatwiejszą formą zaistnienia skoro wszystko już tak naprawdę było?



Jan Wieczorek/ - Wszystkiego tak naprawdę nie było, dwadzieścia lat temu nie było telefonów komórkowych, Internetu ludzie nie wiedzieli, co to Skayp itd. - Odkrywamy świat ciągle i niezmiennie i tak będzie zawsze, w sztuce również. Skandale nie są tylko skandalami, choć i takie bywają, ale wtedy chodzi o pchanie się do „artystycznego podbudowanego próżnością żłobu”. Ktoś tam w stroju Adama i Ewy pobiega po ulicy, położy się na bruku i zrobi kupę pod miejskim ratuszem, inny zmajstruje coś niebanalnego jak genitalia na krzyżu. Słowem wyjdzie do publiczności z tym, co uważane jest za popularne, ale i niesmaczne. To nie jest przypadek, że tego typu artyści, albo nie mają nic do powiedzenia, albo brną w sofistykę konceptualną i próbują udowodnić, że ziemia jest kwadratowa, bo ktoś tam sika na niebiesko. Zatem gdy mamy w założeniu pracę, która może by skandalem i mamy o tym świadomość, to zadajmy sobie pytanie, co mamy na uwadze, czy rzeczywiście wywieranie wzburzenia u widza, czy raczej poprzez wzburzenie przyświeca nam inny bardziej wzniosły cel. Skandal sam dla skandalu, nie jest skandalem dla skandalu, ale skandalem dla rozgłosu!



DG./ - Pana marzenie....



Jan Wieczorek/ - Totalne marzenie ostateczność. Ziemskie marzenia: życie wedle predyspozycji, które posiadam, dobre relacje z ludźmi, chciałbym, aby moim bliskim, znajomym i mi samemu odmieniło się życie na lepsze. Co dalej wolność od ograniczeń, chorej konkurencji, prostactwa i wszelkich fundamentalizmów. Chciałbym też mieć przestronne skromne studio malarskie, chciałbym malować mocne obrazy, sprzedawać je, uprawiać wolny zawód, prowadzić interes i mieć z niego pieniądze na życie. Co jeszcze zobaczyć Australię, Nową Gwineę kolor tamtej ziemi, czasem wędrować i wspinać się po pasmach górskich, rozwijać się intelektualnie. Patrzeć na radość bliskich i mieć możliwie jak najmniej obciążone sumienie.

Jan Wieczorek

www.artwieczorek.eu

w wywiadzie dla Galerii DOOP

/ 2009-02-09/

 
Startuj DOOP.PL | Dodaj do ulubionych | Poleć nas znajomym | Kontakt | Regulamin | Pomoc
Wszystkie prawa zastrzeżone przez doop.pl©